(NIE)WYCHOWAWCZE MEDIA

12:39:00


Długo trzymałam moje poglądy na wodzy. Rzadko oglądam telewizję "na żywo", więc nie mam styczności z aktualnymi reklamami. Ale wystarczy, że w weekend usiądę przed telewizorem, gdy odwiedzam rodziców, i nagle uderza mnie fala reklam. I aż za głowę się chwytam gdy widzę, jak bardzo (nie)wychowawcze mamy te media... o czym mowa?

Zapewne każdy z Was (a przynajmniej Ci, którzy oglądają chociaż od czasu do czasu telewizję) kojarzą często pojawiającą się reklamę: znana sieć komórkowo-telewizyjna i znani aktorzy popularnego serialu. Główna aktorka jako opiekunka przedstawia atrakcyjny pakiet. Biegające i krzyczące dzieci? Niee.... tak nie może być! I tak oto nagle cała sytuacja zostaje opanowana: jedno dziecko ma szybki internet, drugie super telewizję, a ona? ma spokój, ciszę i czas na przeczytanie książki. 

Inna reklama, myślę, że też znana wszystkim. Rodzina jedzie samochodem, dzieci na tylnych siedzeniach krzyczą, biją się zabawkami, rodzice załamują ręce. Nagle mijają wielki plakat informujący o tabletowej promocji. I w mig w rączkach dzieci pojawiają się tablety. Dzieci szczęśliwe, w samochodzie cisza, czego chcieć więcej! Brzmi cudownie, prawda? Ale czy rzeczywiście taki obraz wychowania chcemy widzieć? I to nie tylko w telewizji, ale coraz częściej wokół nas?

Ten wpis nie ma na celu krytykowania kogokolwiek, a w szczególności rodziców. Nie! Bo nie uważam, że zabawa przy komputerze czy oglądanie telewizji przez dzieci jest złe i niewychowawcze. Nie jest tak. Sama mam w rodzinie dzieci, które co jakiś czas usiądą przed telewizorem, żeby obejrzeć bajkę, albo pograją na tablecie, żeby nakarmić zwierzątko i zebrać kolorowe kamyczki. Żeby była chwila spokoju i czas na ugotowanie obiadu. Ale wszystko w granicach rozsądku. Bo za chwilę dziecko biegnie po zabawki, klocki, kredki i robi dziecięcy bałagan w całym salonie. Więc nie jest to złe. Nie jest, DOPÓKI nie zostaną przekroczone pewne granice. 

Jestem logopedą i pedagogiem, więc rozwój mowy ale i cały rozwój poznawczy dziecka leży mi bardzo na sercu. Z przerażeniem patrzę na niektóre przedszkolaki lub starsze dzieci, z którymi mam styczność prywatnie. Z przerażeniem patrzę na ich "zabawkową znieczulicę", kiedy to możemy stawać na głowie i wyciągać najbardziej atrakcyjne gry, ale niestety nie umywają się one do elektronicznych zabawek, które dzieci posiadają niejednokrotnie w najnowszych modelach. Z przerażaniem patrzę na dziecko wczesnoszkolne, które ma problem z koncentracją, uwagą, mówieniem, a jego najważniejszym celem jest kupienie sobie nowego "wypasionego" telewizora do pokoju, żeby móc oglądać na nim bajkowe bijatyki i zabijanie. Czy naprawdę do takich celów mają być wykorzystywane telefony, tablety, laptopy i telewizory? Czy naprawdę najlepszym rozwiązaniem jest zanurzyć dziecko w szybki internet, żeby mieć w domu ciszę i spokój? Podkreślam raz jeszcze: nikogo nie chcę krytykować, a zwłaszcza rodziców, bo niejednokrotnie ich rozumiem - ja mam ich dziecko w przedszkolu tylko kilka godzin, a oni muszą walczyć z nim przez większość dnia (właśnie - walczyć, dlaczego trzeba walczyć z 3latkiem, który wszystkich rozstawia po kątach? oto jest pytanie!). 
Ale powracam do mojego pytania: czy naprawdę takim sposobem mamy uciszać dzieci? Wkładając im w ręce tablet lub sadzając prze telewizorem na całe popołudnie? A ja bardzo chciałabym zobaczyć reklamę, w której owszem, jeśli już trzeba - chwali się rodzinne komórkowo-internetowo-telewizyjne pakiety, ale w której faktycznie jest pokazany ich rodzinny wymiar. Może niech będzie to chwila, w której cała rodzina usiądzie i obejrzy familijny film lub najnowszą bajkę. Może niech to będzie chwila, kiedy rodzeństwo usiądzie przed komputerem lub weźmie tablet i wspólnie zagra w edukacyjną grę - z radością i bez kłótni. 

Kolejne moje pytanie, które nasuwa mi się po obejrzeniu takich reklam: dlaczego te dzieci tak krzyczą? dlaczego są takie niegrzeczne? Tak. Mimo mojej ogromnej sympatii z pełną świadomością używam słowa niegrzeczne. I nie jest to tylko moje zdanie, ale zdanie wielu moich koleżanek po fachu, które po prostu nie mogą sobie z tymi dziećmi poradzić. W przypadku takich "internetowych uciszaczy" reklamy pokazują niegrzeczne dzieci, krzyczące, głośne, na które nie ma innego sposobu. Dlaczego pokazują takie dzieci? Dlaczego nie pokażą dzieci spokojnie układających puzzle lub czytających bajki? Może to nie jest ich chwyt marketingowy ale pokazanie rzeczywistości, jaka teraz panuje wśród maluchów? A jeśli to faktycznie prawda, to dlaczego coraz więcej dzieci jest głośnych i zwyczajnie niegrzecznych? Boję się czasami odpowiadać na te pytania. 

Ale wiem jak to jest być dzieckiem. Gdy z bratem byliśmy mali nasi rodzice, żeby zapewnić nam trochę atrakcji, organizowali nam wycieczki. Wsiadaliśmy w samochód i jechaliśmy do pobliskich miasteczek, żeby pozwiedzać, pospacerować, zrobić mnóstwo zdjęć, które teraz oglądamy w albumach. Nie przypominam sobie, żebyśmy z bratem "wrzeszczeli" i bili się na tylnych siedzeniach. Pamiętam za to wspólną jazdę i wspinanie się po górkach. Pamiętam układanie puzzli przez cały tydzień. Pamiętam jak na podłodze był wieczny bałagan bo nie pozwalaliśmy składać budowli z klocków. Pamiętam gry planszowe, które pochłaniały nas na długi czas. I pamiętam, że takie dzieciństwo dało mi szczęście. Nie ubolewam nad tym, że nie mieliśmy jeszcze wtedy szybkiego internetu, że nie było tabletów i nowoczesnych laptopów. Jestem wdzięczna, że mama miała dla nas czas, że jeśli oglądaliśmy bajki to wspólnie, że nie byliśmy "uciszani" elektrosprzętem, byleby tylko był spokój w domu. I mam wrażenie, że byliśmy grzeczni. Tak po prostu, zwyczajnie grzeczni.

I patrzę na te maluchy, rozbiegane, krzyczące, które nie mogą poradzić sobie z emocjami, które w nich siedzą. Niektóre z nich są złośliwe i robią to z pełną świadomością - to też o czymś świadczy. Ale inne dzieci po prostu nie mają na to wpływu. I myślę sobie: jak one mają być spokojne? I nie chodzi mi tu o milczenie, bo dziecko musi być trochę głośne, trochę rozbrykane, radosne, żwawe. Chodzi mi o wewnętrzny dziecięcy spokój, który jest wręcz niemożliwy skoro dzieci są otaczane milionem bodźców, dźwięków, sprzętów i wręcz bombardowane elektroniką. 

Czy naprawdę tak ma to wyglądać? 
Czy naprawdę taki obraz dzieci chcemy oglądać w telewizji? 
Czy taki sposób wychowania ma być nam serwowany - szybko i po krzyku? 
Zastanówmy się - bo jako obecni lub przyszli rodzice możemy coś zmienić: 
w nas, w dzieciach, w mentalności obecnego społeczeństwa.



You Might Also Like

11 komentarze

  1. Wiesz, z tym grzecznymi/ niegrzecznymi dziećmi to różnie bywa. Owszem, są dzieci ewidentnie wymuszające i źle wychowane. Ale są takie, które... po prostu takie są, tak jak piszesz, nie mają na to wpływu. Z różnych względów. Wiem od neurologa, że m.in. wcześniaki bardzo często są nadpobudliwe, mają problemy z koncentracją uwagi itd... pani doktor od razu nam mówiła, że na pewno będzie trudniej niż z innymi dziećmi, ale dużo da się też wypracować wychowaniem... Nie wiem jak będzie z młodszym. Ale starszy jest faktycznie mega żywy. Od maleńkości. I w pewnym momencie faktycznie czułam się postawiona pod ścianą, nie byłam w stanie go okiełzać inaczej niż bajką. Nie był otoczony milionem elektroniki, nie mamy telewizora, i nawet radia słucham rzadko, a baterii do grających zabawek nie chce nam się kupować;) Po prostu taki był. Ja byłam w drugiej zagrożonej ciąży, nie mogłam ani wyjść z nim na dłuższy spacer żeby się wybiegał, ani zorganizować mu zabawy, ani nic. Ale nakarmić go musiałam, a on nie był w stanie chwili na tyłku usiedzieć, cigle biegał, skakał, złaził z krzesła, a ja musiałam go gonić... i zaczęłam mu puszczac bajki.Nie siedział spokojnie i tak, ale przynajmniej chwilę się czymś zajął:)
    Dzisiaj nie oczekuję od niego, że będzie godzinę siedział i układał puzzle. To nie ten charakter. Nie oczekuję nawet od niego, że zje spokojnie obiad przy stole, bo wiem, że on tego zrobić nie potrafi.Nie każę mu słychać bajek, bo jego to nudzi. Nie chcę na niego nakładać żądań nie do spełnienia, żeby nie odbierać mu wiary w siebie i nie obarczać zbyt dużą krytyką, w swoim czasie stopniowo będzie się uczył koncentracji sam... widzę, że coraz lepiej umie się skupić na jednej rzeczy przez dłuższy czas, na oglądaniu obrazków, układaniu klocków, zabawie jednym samochodem itd... Natomiast oczekuję, że będzie się mnie słuchał, że na spacerze będzie chodził za rączkę, w autobusie siedział na jednym miejscu (nawet jak ma się na nim wiercić i przebierać nogami) i będzie robił to, o co poprosze itd- to jest wychowanie i faktycznie wydaje mi się, że on pod tym względem jest ułożony nawet dość fajnie jak na dwuletnie dziecko, inni też mi mówią że jest grzeczny (nie widzą go na codzień, hahaha:))) ), ale w niczym to nie zmienia jego temperamentu i żywotności, i tego, że jest głośny:)
    Wiem, że ten wpis nie jest krytyką:) ale tak piszę- bo zwróciło moją uwagę to, że trochę utożsamiłaś głośne i żywotne czy nadpobudliwe dziecko z niegrzecznym i zwariowanym przez elektronikę, a to nie musi iść ze sobą w parze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Broń Boże nie osądzam nikogo. Może to tak zabrzmiało, ale nie utożsamiam głośnych czy też nadpobudliwych dzieci tylko i wyłącznie z niegrzecznymi z powodu wszelkiej elektroniki. Tak jak pisałam jestem logopedą, więc wiedzę na temat rozwoju różnych dzieci posiadam. A moje "utożsamianie" wyniknęło tylko i wyłącznie z tego, co jest teraz prezentowane w mediach. Dlatego wielokrotnie pisałam, że nikogo nie krytykuję. I chciałam poruszyć temat tylko i wyłącznie tej grupy dzieci, które tą elektroniką są otaczane nagminnie, bo - niestety - znam takich wiele. Są dzieci, które tak jak pisałam - po prostu nie potrafią sobie z tym poradzić, albo tak jak Ty piszesz - które po prostu taki mają charakter. Ale niestety jest też wiele dzieci przesyconych bodźcami ze sprzętów, zabawek itp.
      Dziękuję Ci za Twój komentarz, bo jest bardzo cenny. Mam nadzieję, że rozumiesz mój punkt patrzenia: spowodowany tym co po raz kolejny pokazano mi w mediach i z czym często spotykam się także w przedszkolach. Dlatego taki a nie inny wpis :)

      Usuń
    2. I dlatego też zaznaczyłam, że nie uważam że włączanie dzieciom bajek, czy dawanie tableta raz na jakiś czas jest złe :) Mam w rodzinie wiele dzieci, które w granicach rozsądku ze wszystkiego korzystają. Ale tak jak już napisałam, ten wpis miał być poświęcony właśnie tej konkretnej grupie dzieci, albo raczej temu konkretnemu problemowi: czyli jaki sposób na wychowanie pokazują nam media.

      Usuń
    3. Absolutnie nie odbieram Twojego posta jako krytykę, rozumiem o co chodziło i zgadzam się:) To bardziej tak uzupełniając:)
      Swoją drogą te granice rozsądku to też czasem nie lada problem: jednego dnia jest łatwo takowe ustalić, a drugiego, kiedy rodzica boli głowa i marzy tylko o tym, żeby się połozyc do łóżka, i żeby dziecię w tym czasie domu nie rozniosło, to już bardziej kłopotliwe... Przyznaję się bez bicia- są dni, kiedy nie mam siły na nic i bajki lecą non stop. Myślę, że kluczem jest po prostu rozeznawanie... czy mniejszym złem w takiej sytuacji jest ciągłe krzyczenie na dziecko że ma być cicho czy pozwolenie mu na jeden dzień laby:)
      Tak naprawdę rodzicielstwo to stałe rozeznawanie... a kwestia bajek i elektroniki to tylko jedna z kwestii:) I można o tym pisać i pisać... ;)

      Usuń
    4. Bardzo mądrze napisałaś - widać od razu, że mądra doświadczona mama się wypowiada :)

      Usuń
  2. Marta, bardzo ważny wpis!

    "dlaczego te dzieci tak krzyczą? dlaczego są takie niegrzeczne? Tak. Mimo mojej ogromnej sympatii z pełną świadomością używam słowa niegrzeczne."

    Tak, reklamy pokazują dzieci niegrzeczne, a maluchy je naśladują. Choć nie zawsze. Dla mnie wiaze się to z koniecznością zbyt długich godzin pracy obojga rodziców i zwykłej ich nieobecności. Pisząc to nie uwzględniam naturalnych trudności o jakich jest we wcześniejszym komentarzu, jednak wydaje mi się że rodzice teraz wiele wymagaja od dzieci, oczekują że właśnie będą grzeczne, będą się dobrze rozwijały, będą się później dobrze uczyć itd. Ale zapomina się, że ciepło domu rodzinnego jest zwiazane z głęboką relacją i obecnościa rodziców. Ich ciągłym towarzyszeniem w rozwoju. Nie dbanie o porzadek w salonie czy pokoju dziecinnym, ale właśnie podrzucanie coraz to nowych inspirujacych, rozwijajacych sposobów zabawy. Jak wspomniane przez Ciebie wycieczki, jak wspólne gry, lepienie z plasteliny, modeliny, gliny, masy solnej, papierowej itp. Granie na dosłownie wszystkim (bo muzyka jest wszędzie), budowanie "baz" z koców i krzeseł pozbieranych z całego domu i wspólne w niej czytanie bajek, lub zwykłe szczere rozmowy.
    Mimo niezwykłej atrakcyjności najnowszych gadżetów elektronicznych każde dziecko ma wbudowaną naturalną potrzebę kontaktu z mamą, tatą, rodzeństwem.

    Niestety kij ma dwa końce i to że dzieci uczą się zasad i życia od rodziców poprzez naśladowanie, wiaze się również z tym że naśladują to co widzą w TV. A mnie osobiście coś trafia jak sporadycznie ogladam wiadomości, czy jakis program u teściów (bo u nas telewizora nie ma :) ) i widzę ewidentnie złą wymowę (nie wspominajac o niecenzuralnych słowach), postawę ciała, brak hamowania emocji, czy akceptację czyjegoś gorszącego zachowania. Jak w takim dualizmie wzorców dziecko ma wybrać prawidłowy, skoro rodzice wracając zmęczeni z pracy marzą o świetym spokoju a nie o wychowywaniu dzieci?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj... Czas rodziców dla dzieci to kolejny "problem" mrożący krew w żyłach. I też kij ma dwa końce, i też nie da się jednoznacznie powiedzieć kto jest biały, a kto czarny. Straszne jest to, że tu, w Warszawie znam tak skrajne rodziny.... ale nie tylko w Warszawie, wszędzie tak jest.

      Jedna rodzina. Mama samotnie wychowuje dwie dziewczynki. Chciałaby z nimi więcej pobyć, chciałaby mieć więcej czasu i otwarcie o tym mówi. Ale niestety ciągnie kilka etatów, żeby móc utrzymać dom, siebie i dzieci. Nie ma pomocy z zewnątrz. Więc ciężko oceniać tę sytuację.
      Druga rodzina. Pięniążków bardzo dużo, a czasu dla córki coraz mniej. Bywały dni, kiedy małą kąpałam, czesałam, kładłam spać, bo oni albo pracowali, albo mieli służbowe spotkania. A mała budziła się gdy mamy już nie było i kładła się spać na siłę, bo czekała aż mama wróci.

      Ciężko... ciężko na to wszystko patrzeć i nie nam oceniać. Ale jako przyszli rodzice (daj Boże!) możemy coś stopniowo zmienić i chociaż w naszym najbliższym środowisku pokazać, że można inaczej, jeśli będą ku temu warunki.

      Usuń
  3. Pozostaje mi tylko życzyć sobie i innym rodzicom - obecnym i przyszłym, żeby znaleźli trochę więcej czasu dla siebie i dzieci, a nie dla wiecznej pogoni za pieniądzem... Żeby w domu była możliwość wspólnego, pożytecznego spędzenia czasu, a nie tylko włączenia telewizora czy bajki w komputerze.

    Liczę na to, że ta rzeczywistość ulegnie zmianie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby Olu! Oby faktycznie coś się zmieniło.

      Usuń
  4. A wiesz, co w telewizji najbardziej lubią oglądać dzieci? Nie bajki, nie filmy dla dorosłych ani kanały muzyczne. REKLAMY. To, co nas wkurza, dzieci chłoną jak gąbka

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ważny i mądry wpis. dzięki Ci za niego!

    OdpowiedzUsuń

Popular Posts

Like us on Facebook

Flickr Images

Instagram

Subscribe