CZASAMI ROBIĘ...NIC

13:44:00


Długo zastanawiałam się z czym przyjść do Was, żeby wynagrodzić moją kilkutygodniową nieobecność. Wymyślałam, planowałam, kilka podchodów robiłam i dalej nic. Aż w końcu usiadłam po raz kolejny z kubkiem ciepłego mleka z miodem i pomyślałam, że napiszę o tym, co jest dziś, co jest teraz i co czasami wcale nie jest ważne i nie zmieni świata na lepsze. A pisząc to przyznam się jednocześnie do tego, że czasami robię...wielkie nic. Po prostu nic.

Czasami z zazdrością patrzę na osoby - czy to w świecie blogowym, czy w moim najbliższym otoczeniu - które sprawnie zarządzają swoim czasem. Które w każdy poniedziałkowy poranek siadają przy nienagannie czystym stole, z najpiękniejszą filiżanką herbaty i otwierają swój magiczny kalendarz/notatnik/planer. I piszą, i notują i zakreślają kolorami co i kiedy trzeba zrobić, żeby zdążyć ze wszystkim na czas. Ileż to już razy próbowałam robić listy, przyklejałam na ścianę plany zajęć z notatkami o dodatkowych obowiązkach, egzaminach, spotkaniach. Ileż to razy chciałam każdego wieczora otwierać kalendarz i zapisywać plan na następny dzień. No nie wychodzi mi to. Nie trzymam się mojego planu, naginam godziny, czasami przesuwam obowiązki, które w danej chwili są mi nie na rękę. Czy kiedyś nauczę się takiego planowania? Aby nie zmarnować żadnej chwili?


Ale... co to znaczy zmarnować chwilę? Szczególnie w te jesienne i ciągle deszczowe ostatnio dni. Jak wygląda ta moje zmarnowana chwila, to moje "nic"? 

Gdy byłam młodsza marzyłam o wielkim oknie z szerokim parapetem, na którym w otoczeniu poduszek i koców mogłabym patrzeć na świat, na płatki śniegu, na krople deszczu, na którym mogłabym czytać książki i słuchać muzyki. A dziś? Wyciągam z szafki jeden z ulubionych kubków i wędruję robić... nic. Tak jak teraz. Otulam się ciepłym kocem, patrzę przez okno na padający od rana deszcz i słucham spokojnej muzyki. To wycisza, uspokaja, pomaga złapać myśli w tym natłoku spraw. I jedyną różnicą jest miękka kanapa zamiast szerokiego parapetu z poduchami. I tak dzień za dniem szukam chwili, w której będę robić to moje "nic". Czasem z kubkiem mleka, innym razem z ciepłą herbatą i soczystą pomarańczą lub zbożową kawą z mlekiem i cynamonem. Odkładam wyrzuty sumienia na bok, siadam z ulubionym kocem i... i właśnie nic. Moje "nic". 

A Wy? Robicie czasami NIC?





You Might Also Like

7 komentarze

  1. Ostatnio chyba staję się mistrzynią w "nicnierobieniu" :)
    Też zawsze marzyłam o tych poduchach pod oknem... Szkoda, że w moim budującym się domu nie udało mi się tego marzenia zrealizować... Chociaż, kto mi zabroni rzucić kilka poduch na podłogę przy oknie i wyobrażać sobie, że jest to takie właśnie specjalne miejsce :)
    Już niedługo to słodkie robienie niczego trzeba sobie będzie chyba właśnie zacząć planować... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! Trzeba odpoczywać i nic nie robić na zapas :) :) Bo potem to będzie tylko marzeniem :)

      Usuń
  2. Ooo ta, robienie nic wychodzi mi bardzo dobrze, a w szczególności.. jesienią, kiedy naprawdę NIC się nie chce :D
    Pozdrawiam,
    Panna Natja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to dobrze, że nie jestem w tym sama :)

      Usuń
  3. Oj Martuś!
    1) Te słowa o listach rzeczy do zrobienia, niespełnionej miłości do notowania wszystkiego w kalendarzu, planowania... - z ust mi je wyjmujesz. Dokładnie, tak samo. Nie umiem. Kiedyś mi się może i częściowo udawało. Zapisywałam w swoim ukochanym kalendarzu wszystkie zadania domowe, sprawdziany... co szokowało koleżankę z ławki, bo wreszcie o niczym nie zapominałam i byłam "potwornie" zorganizowana. Kochałam to, uwielbiałam siebie taką właśnie... Ale to szkoła, co innego z codziennością. Jak mam planować dzień po dniu? Zawsze mi to trudno przychodzi. Zawsze się zastanawiam: "O, a może warto by było mieć stały plan na tydzień? W poniedziałek uczę się tego, wtorek robię to..." W praktyce jednak lista taka nie powstaje i pojawia się pytanie: "A jak wtedy będzie do zrobienia coś innego albo możliwość jakiegoś miłego spotkania... to co?" Z drugiej strony, wykreślanie kolejnych rzeczy z listy zawsze podnosi mnie na duchu, uświadamia mi, że coś robię i przynosi to miłe wrażenie, że jestem jednak zorganizowana -> https://www.google.co.uk/search?q=nothing+beats+the+satisfaction+of+crossing+things+off+a+list&rlz=1C1AVNE_enPL643PL648&espv=2&biw=1517&bih=741&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0CAYQ_AUoAWoVChMIls6O3KiYyQIVjFYUCh1PzAzX&dpr=0.9#imgrc=lobp1kNjoxueKM%3A
    2) OKNO <3 Moje okno było duże i rzeczywiście lubiłam tam sobie siadać nocą i patrzeć na niebo, na drzewa, słuchać ciszy, myśleć... Może nie było tam poduszek, a parapet nie aż taki szeroki, ale lubiłam tak... :) A na deszcz też lubię patrzeć :)
    3) Wiesz, że uwielbiam Twoje zdjęcia?
    4) To takie bardzo kubusiowo - puchatkowe to hasło: dobrze czasem nic ponierobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś jeszcze uda mi się lepiej planować każdy dzień, chociaż szczerze - wolę mieć w głowie podstawowy plan a potem zdać się na to, co mnie czeka, nie planować wszystkiego na zapas :)

      Cieszę się, że zdjęcia się podobają, bo staram się zawsze dobierać je, żeby pasowały jak najlepiej :)
      A Kubuś Puchatek dobrze mówi! :) :)

      Usuń
  4. To "nic" jest najlepszym sposobem na zintegrowanie siebie, na odnalezienie prawdy o sobie w danej chwili i odczuwania piękna tych chwil całym sobą ;)
    A planowanie...trzeba ciągle próbować i nie przejmować się jak nie wychodzi!
    Pozdrawiam Was serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń

Popular Posts

Like us on Facebook

Flickr Images

Instagram

Subscribe