Kocha, lubi, szanuje - cz. 3 Miłość i małżeństwo

20:17:00


O miłości - wiemy już - pisać można wiele. O miłości pisać bardzo lubię, choć nie jest to wbrew pozorom najłatwiejsze. Lubię o miłości pisać, rozmawiać. A o miłości małżeńskiej wręcz uwielbiam! I lubię ten stan bycia żoną. Lubię opowiadać jak jest. Lubię cieszyć się tym, co mam. Choć niejednokrotnie małżeństwo odkrywam także i z tej trudniejszej strony.
Nie mogłam się doczekać, kiedy rozpocznę właśnie tę część... o miłości małżeńskiej, tej najbliższej mojemu sercu. Rozpoczynałam pisanie wiele razy, wciąż poprawiałam, kasowałam, zaczynałam na nowo. Okazało się, że wcale nie będzie to proste, bo tak ciężko ubrać w słowa coś tak ważnego. Postanowiłam wyrzucić wszelkie plany, ramy, posłuchać serca i opowiedzieć Wam, czym dla mnie jest miłość małżeńska. A może bardziej, jaka jest. A jest...

ODPOWIEDZIALNA


Osoby, które myślą nad małżeństwem często spotykają się ze słowami: Jesteście pewni? To bardzo odpowiedzialna decyzja... Czy na pewno jesteście gotowi? Z wielu stron słychać, że trzeba być dojrzałym i odpowiedzialnym, bo małżeństwo nie jest na chwilę, ale na całe życie. I odpowiedzialność jest tutaj kluczowym elementem: odpowiedzialność w podejmowaniu decyzji, które mają wpływ nie tylko na mnie, lecz także na współmałżonka, ale także - i przede wszystkim - odpowiedzialność za osobę, z którą chcę spędzić całe życie. 
Zawsze byłam odpowiedzialna. Nie szalałam, nie robiłam głupot, podejmowałam raczej dobre decyzje. Ale wtedy byłam raczej odpowiedzialna tylko za siebie, a jeśli moje decyzje już miały wpływać na inne osoby, to nie był to wpływ wielkiego stopnia. W małżeństwie jest zupełnie inaczej. Oczywiście - nie tylko w małżeństwie. Jeśli jesteśmy z kimś związani, to niezależnie do etapu związku - jeśli traktujemy się poważnie - jesteśmy odpowiedzialni za drugą osobę. Ale w momencie złożenia przysięgi, przyjęcia Błogosławieństwa i wkroczenia w ten święty i nierozerwalny związek, świadomość odpowiedzialności wzrasta do najwyższego stopnia. Odtąd nie jestem JA, ale jesteśmy MY, i każda moja decyzja wpływa nie tylko na moje życie. Bo moje życie nie jest już tylko moje, jest nierozerwalnie połączone z życiem mojego męża (!!!). Z jednej strony jest to piękne, bo niesamowicie umacnia. Z drugiej strony jest też bardzo trudne. Tym bardziej, że ostatnio stajemy w obliczu wielu dylematów i trudnych decyzji. Któregoś razu powiedziałam przyjacielowi: 'Gdybym była sama, nie martwiłabym się tak, bo jakiej decyzji bym nie podjęła, jej konsekwencję będę ponosiła tylko ja. Ale teraz już nie jestem sama, muszę patrzeć na mojego męża, na to co będzie dobre również dla niego. To piękne. Ale też tak bardzo trudne'. Uśmiechnął się, potwierdzając i trud i piękno odpowiedzialnej miłości małżeńskiej.

Kolejnym, tak bardzo prostym przykładem poczucia odpowiedzialności są chwile, gdy mój mąż jest chory, kiedy trzeba zastanowić się nad lekarstwami, zadbać odpowiednio, załatwić lekarza i wypracować tę granicę, kiedy jeszcze jest w miarę dobrze, a kiedy trzeba interweniować. To na mnie spoczywa odpowiedzialność. To ja jestem żoną. W domu o wszystko dbała mama. Czuliśmy się z bratem bezpieczni, bo ona zawsze była w pogotowiu - lepsza niż niejeden lekarz. Mamy to ogromne szczęście, że możemy z mężem do naszych mam zadzwonić, zapytać, poradzić się. Ale, mimo wszystko...teraz to moja rola. Niesamowicie odpowiedzialna - choćbym miała walczyć tylko z przeziębieniem i niewysoką gorączką. Nieważne. Ważne jest to, że teraz to ja muszę wszystkiego dopilnować. Muszę wiedzieć, co należy zrobić. Czasem nachodzą mnie wtedy chwile refleksji, że od momentu przyjęcia małżeństwa - przyjmuję pod opiekę życie mojego męża, a on moje. To tylko jeden przykład, a mogłabym je mnożyć i mnożyć. Bo miłość małżeńska jest odpowiedzialna ZAWSZE: w zdrowiu, w chorobie, w gotowości do pracy, w przygotowaniu obiadu, w roztropności. We wszystkich poważnych sprawach, ale i wtedy gdy siadamy obok siebie, chwytamy się za ręce i z pełną odpowiedzialnością robimy kolejny, wspólny krok...

BEZPIECZNA



Bezpieczeństwo jest wynikiem odpowiedzialności. Małżeństwo -podkreślam to po raz kolejny i powtórzę to dzisiaj jeszcze wiele razy - nie jest przygodą na chwilę. Nie jest przelotnym związkiem. Nie jest na próbę, bo nie można kochać na próbę. Małżeństwo jest na zawsze. Jeśli chcemy spędzić z kimś całe życie, musimy, i myślę, że bardzo chcemy czuć się bezpiecznie. A nie ma bezpieczeństwa, bez wzajemnej odpowiedzialności. Odpowiedzialności w decyzjach ale i odpowiedzialności za siebie nawzajem. Odpowiedzialności ZAWSZE. Ponieważ nie mam na myśli tutaj tylko i wyłącznie radosnych i łatwych chwil. W małżeństwie zawsze (mniej lub bardziej) będą się one przeplatać z czymś, co jest trudne, co prowadzi nas pod górkę. Ale nawet, jeśli pojawiają się jakieś rozterki, dylematy, kiedy nie możemy się w pełni radować to i tak czuję się bezpiecznie. Bo wiem, że decyzja, którą podejmiemy razem, będzie dobra. I to jest istota bezpieczeństwa w małżeństwie, że nawet w tych chwilach niepewności, poczucie pewności wzrasta. Bo nie boję się jutra. Nie boję się, że sobie nie poradzimy. Mój mąż za każdym razem jest w gotowości, i jest dla rodziny poświęcić bardzo wiele. I jego postawa wzmacnia moje poczucie bezpieczeństwa. A gdy przytulam się do niego w ciszy naszego domu i słyszę bicie jego serca to wiem, że nic złego mi się nie stanie. I to jest piękne w męskości - że może kobiecie zapewnić bezpieczeństwo. I takiej miłości, życzę każdej i każdemu z Was. Bo miłość małżeńska daje bezpieczeństwo. Ogromne.

TROSKLIWA, CZUŁA I ŁAGODNA


Jeśli jest coś, z czym od pierwszej chwili kojarzy mi się miłość, a tym bardziej miłość małżeńska to właśnie troska, czułość, łagodność. Bo przecież taka miłość powinna być: łagodna, cierpliwa, delikatna, nie unosząca się pychą... Małżeństwo to dla mnie męskość i kobiecość, czyli siła i delikatność. A z wzajemnego dopełniania się powstaje troskliwość, czułość i łagodność. Jest coś ujmującego w składaniu pocałunku na czole, w głaskaniu po policzku, w uśmiechach, spojrzeniach pełnych miłości. A nawet w przytuleniu w ciszy, bez słów. Ta troska, gdy pozwalam ukochanej osobie odpocząć po pracy, gdy przygotowuję ulubioną potrawę. Ta troska, gdy odkładam swoje kalendarze, książki, notatki i pozwalam się przytulić. Ta łagodność w obyciu, bez krzyków i długich złości. Zauważcie, że to delikatność i łagodność koi ból, pomaga rozwiązać problemy. Nawet gdy w naszym małżeństwie pojawia się bardziej stanowcza wymiana zdań, to właśnie w łagodności i spojrzeniu w oczy dokonuje się pojednanie. Dla mnie jest to oczywiste, że gdy kogoś kocham, gdy na kimś mi zależy - to naturalną reakcją jest troskliwość, która to dodatkowo wzmacnia poczucie bezpieczeństwa. I moje rozważania znów zataczają krąg. Odpowiedzialność, bezpieczeństwo, a do tego czułość i troska - nieodłączne elementy. Tak ważne, tak naturalne i tak niezbędne w małżeńskiej miłości. 

UFAJĄCA


...ufająca Bogu. Bo któż inny byłby źródłem. Tylko On jest źródłem miłości. Miłość małżeńska, która ufa Bogu staje się z dnia na dzień coraz silniejsza. I przekraczając próg kościoła czułam całym sercem, że rozpoczyna się najważniejszy moment mojego życia. Przyjęcie sakramentu, w obecności rodziny, przyjaciół i wobec Boga, który to nasze małżeństwo połączył na zawsze. Który zakorzenił nas bezpiecznie, i burze, wiatry, huragany nie zniszczą tej miłości, jeśli tylko będziemy Mu ufać. I mimo, że nie zawsze jest idealnie, nie zawsze nasza małżeńska wiara jest doskonała i zdarza się, że oddalamy ją od siebie, to zawsze przychodzi moment powrotu do tego źródła. Wspólnego powrotu. Piękna jest dla mnie miłość, która ufa Bogu. Piękne jest dla mnie kreślenie znaku krzyża na czole, gdy wychodzimy do pracy lub wyjeżdżamy w podróż. Piękne jest wspólne klękanie i czerpanie nauki o miłości od samego Mistrza. I piękny jest pokój w sercu, którego dzięki temu możemy doświadczać. Dla mnie małżeństwo jest święte. I należy o tę świętość dbać każdego dnia. Bo jest o co walczyć i starać się... doskonalenie się w miłości do Boga, do męża/żony/dzieci, do każdego drugiego człowieka. 

I mogłabym tak pisać, pisać i pisać. I przytaczać Wam przykłady z mojego życia. Opisywać emocje wprost z mojego serca. Lecz co bym nie napisała, wszystko sprowadzi się do tych kilku cech, Do odpowiedzialności, tak ważnej, tak niezbędnej do poczucia bezpieczeństwa. Do łagodności i czułości, które są naturalnymi reakcjami serca, które kocha. Do wiary i ufności, że jest Ktoś, kto w tej małżeńskiej miłości poprowadzi nas najlepiej, najbezpieczniej i nauczy Miłości najsilniejszej.

Życzę Wam takiej miłości z całego serca.
Życzę ja... szczęśliwa żona.

You Might Also Like

13 komentarze

  1. Och, jak już na fb pisałam, że cudowny wpis, ale spojrzałam jeszcze raz i ... "I to jest istota bezpieczeństwa w małżeństwie, że nawet w tych chwilach niepewności, poczucie pewności wzrasta." Paradoks ale prawdziwy!
    Wyłacznie w kontekście małżeństwa, zaierzenia Bogu i sobie nawzajem w łaczności z Nim można poznać sens tego paradoksu ;)
    Wiesz? Będę często do tego wpisu wracać, bo też jest mi temat bardzo bliski i aktualny. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! Ja ciągle odkrywam paradoksy. Niby jedno drugie wyklucza, ale zawsze wszystko składa się w jedną całość - silną i trwałą :)

      Dziękuję za miłe słowa i zapraszam. Dla mnie to też chyba będzie jeden z ważniejszych tekstów, do którego będę wracać często.

      Usuń
  2. Marto, wzruszyłam się, pięknie ubrałaś to w słowa
    "[...] I to jest piękne w męskości - że może kobiecie zapewnić bezpieczeństwo. Bo miłość małżeńska daje bezpieczeństwo. Ogromne..."
    Piękne jest to wszystko co Bóg stworzył i był to wspaniały pomysł, a dla nas to bezcenny dar :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo piękne a pomysł idealny, jak On. :)

      Usuń
  3. A mnie wzruszyły te słowa o odpowiedzialności i tych lekarstwach - nigdy nie zastanawiałam się nad tym aspektem naszego małżeństwa - pewnie dlatego, że jak na razie jesteśmy młodzi i zdrowi...

    Dzięki, czuję się challenged pod tym względem! (sorry ale nie ma dobrego polskiego odpowiednika tego słowa!)
    ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciągle trzeba się czegoś uczyć w tym małżeństwie, żeby być dla drugiej jak największym oparciem, we wszystkim :)

      Usuń
  4. Pięknie napisane. :) Powagę małżeństwa, odpowiedzialności i troski najbardziej odczułam jak mąż musiał iść pod nóż, przez parę miesięcy prawie nie wstawał z łóżka, przez rok nie pracował i wszystko, co do tamtej pory robił, musiałam wziąć na siebie.
    A poza tym, miłość małżeńska to dla mnie też romans, szaleństwo i wielka przygoda. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc miałaś szkołę odpowiedzialności. Czasem właśnie mam takie myśli, czy podołam w chwili ogromnej trudności, mam nadzieję że tak.
      A romans? Oj tak! :)

      Usuń
  5. Dzięki Marta za ten wpis ! Lubię Cię czytać, bo przedstawiasz sprawy widziane kobiecym okiem. Sam się może czegoś nauczę :D Gratulację i powodzenia Wam życzę we wspólnej drodze !

    OdpowiedzUsuń
  6. hej, trafiłam na bloga przypadkiem- może zostanę na dłuzej? fajny, ciekawy tekst, jestem żoną z krótkim stażem ( 1,5 roku) i młodą mamą..pewnie nie do końca powinnam uznawać się za żonę bo mamy tylko cywilny...ale moja miłość mimo to jest taka, jak własnie piszesz, czy potrzebna jest do tego jakas deklaracja? czy nie znam par, które mimo sakramentu żyją gorzej niz ci - bez niego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mów, że nie powinnaś uznawać się za Żonę! Jesteś Żoną pełną parą, i w dodatku mamą. A ślub cywilny? Jest wyborem każdego człowieka. Dla mnie, jako osoby wierzącej, ślub kościelny był czymś jak najbardziej naturalnym, i nie jest to dla mnie tylko deklaracja, ale sakrament, który to nasze małżeństwo umacnia. Każdy ma swoje wybory i swoje poglądy, także na ten temat, i każdemu należy się szacunek :) Jeśli jesteście szczęśliwi - to dobrze :) Nikt nie mówi, że żyjecie gorzej. To Wasz wybór. Mój był inny bo był sprawą naturalną i oczywistą dla mnie, niekoniecznie dla innych.
      Pozdrawiam i zapraszam częściej :)

      Usuń

Popular Posts

Like us on Facebook

Flickr Images

Instagram

Subscribe