Po raz kolejny utwierdzam się w
przekonaniu, że zjawisko bumerangu dobra rzeczywiście istnieje. Że wypuszczone
w świat dobro, prędzej czy później, zawsze do nas powróci. Dlatego z tak wielką
niecierpliwością czekałam na książkę Lucy Dillon. „Dobry uczynek może uczynić
świat lepszym” – pisze autorka. Czy jej powieść rzeczywiście udowadnia tę
prawdę?
Kolejna książka, którą miałam przyjemność czytać dzięki Portalowi Księgarskiemu. A była to przyjemność ogromna, bo wyczekiwałam z niecierpliwością, aż będę mogła się w tej historii rozczytać. Czułam całą sobą, że to będzie cudowna książka. Nie pomyliłam się. Ciekawi?
Portal Księgarski zatroszczył się bym miała co czytać w wolnej chwili. Chwil tych nie ma zbyt wiele, ale gdy już nadchodzi spokojny wieczór z przyjemnością biorę do ręki książkę i... zanurzam się w zupełnie inną rzeczywistość. Dziś przychodzę do Was z recenzją pierwszej książki, którą otrzymałam do przeczytania. Czy warto po nią sięgnąć?
„Kto się czubi ten się lubi”. Tak przynajmniej mówią. I taka była moja pierwsza myśl, gdy zaczęłam przyglądać się historii głównych bohaterów. Dwa różne temperamenty, dwa – wydawałoby się – tak różne światy. Lecz jest i wspólne: zranione serce i bolesna przeszłość, która tak bardzo potrzebowała ożywienia. A cóż innego może lepiej ożywić strapione serce niż… miłość? Miłość, przed którą bohaterowie tej historii tak bardzo próbują uciec. Czy uda im się walczyć z przeznaczeniem?
Tyrone Lane, artysta i malarz. Podobno artyści nie są łatwymi towarzyszami w życiu. Tak było z pewnością w przypadku Tyrona. Bolesna przeszłość i okryte żałobą serce zmieniło szczęśliwego mężczyznę w samotnika, oddającego się całkowicie swojej pracy. Nazywany Bezdomnym Malarzem, żyjącym tam, gdzie zawoła go kolejne zlecenie. Samotnik, stroniący od ludzi i miejskiego gwaru. Tym razem malarstwo pokierowało go do malowniczej, włoskiej Cetony…
Sofia Ferretti, nauczycielka kochająca dzieci i marząca o założeniu rodziny u boku ukochanego mężczyzny. Zachwycająca swoją urodą. Doświadczenie nieszczęśliwej miłości pozostawiło trwały ślad w jej wrażliwym sercu. Gdy wydawało się, że wreszcie ułożyła sobie życie i zapomniała o trudnej przeszłości nagle pojawia się ktoś, kto nieświadomie to życie wywraca do góry nogami. Rozpoczyna się walka między pragnieniem miłości a obawą przed ponownym cierpieniem. Po której stronie stanie Sofia? I czy będzie w stanie walczyć o prawdziwą miłość?
Od nienawiści do miłości. Fala uczuć, gdzie pożądanie i miłość przeplatają się z obawą, strachem i próbą ucieczki przed tym, co mówi serce. Miłosna poezja Jacques’a Prevert’a, będąca ukojeniem i nadzieją dla zbłąkanych serc. A wszystko wśród toskańskich wzgórz, gdzie słonecznikowe pola rozjaśniają piękną, włoską scenerię.
Historia tak prosta. Przewidywalna od pierwszych stron. Bez trudu wyobraziłam sobie jak potoczy się burzliwa znajomość Sofii i Tyrona. Wydawałoby się, że opublikowano niezbyt górnolotną i zapierającą dech w piersiach książkę. Przeczytałam ją jednym tchem z refleksją, że przed prawdziwą miłością nie da się uciec. Ona przychodzi niespodziewanie i choćbyśmy próbowali przed nią uciekać – znajdzie nas. To książka o tym, że zawsze należy słuchać głosu serca, że bolesna przeszłość i wszelkie rany jakie nosimy w sercu są niczym w porównaniu z potęgą miłości. To tutaj, dzięki męskości i sile mężczyzny rozkwita prawdziwa kobiecość. Bo ileż potrafi zdziałać czułe spojrzenie ukochanego? Na książkowych półkach z pewnością znajdziecie bardziej doniosłe i wyjątkowe pozycje. Wydawnictwo REBIS proponuje nam jednak idealną, lekką lekturę na letni wieczór dla każdego wielbiciela toskańskich krajobrazów i prostych, romantycznych historii.
"Dlatego, że czuję się kobietą za każdym razem, kiedy na mnie patrzy. Dlatego, że pomógł mi zrozumieć czym jest pasja. Dlatego, że wystarczyło jedno popołudnie, żebym poczuła w sobie odwagę do życia. Może faktycznie się łudzę (...) ale czas mija szybko i nie chcę już poświęcać życia na żałowanie. Chcę, muszę przynajmniej spróbować."
Mówią, żeby ją rozwijać. Że to wielki skarb, umieć tak zamknąć oczy i przenieść się w zupełnie inną rzeczywistość, stanąć pomiędzy bohaterami, jakby się ich znało nie od dziś. Ależ ona niezwykła, ta wyobraźnia. Bo o niej dziś mowa. I o tym, co ją rozwija najlepiej. Czyli o książkach...
Są takie książki, które sprawiają, że zaczynamy inaczej patrzeć na świat. Które pukają do wszystkich drzwi w naszym sercu, pociągają za każdą możliwą strunę. Które otwierają oczy na to, co naprawdę ważne. Które sprawiają, że chcemy nieść ludziom dobro, doceniać to, co mamy. Które przybliżają nas do ciepła. Do ciepła drugiego człowieka, które otula nas niczym ciepło słońca. Tak... są takie książki, które przybliżają nas do słońca.
Paul jest młodym lekarzem. Z planami na przyszłość i perspektywami. Pewien Bożonarodzeniowy dyżur w szpitalu okazuje się przełomowym momentem w jego życiu. Pozostawiając rodzinę i zabierając bolesne wspomnienia, Paul wyjeżdża do Peru...
Christine żyje w idealnym, pedantycznym świecie. Przymierza swój ślubny welon, który już za tydzień będzie dodatkiem do wymarzonej sukni. Wszystko dopięte na ostatni guzik, trzeba tylko zamówić więcej eklerów i wypożyczyć smokingi. Na tydzień przed ślubem jej serce zostaje złamane, a ona sama pogrąża się w rozpaczy. Za namową przyjaciółki zgadza się wyjechać na 10-dniową misję humanitarną do... Peru.
Spotykają się w otoczeniu amazońskiej dżungli, w El Girasol - Słonecznik. Paul jest opiekunem sierocińca dla porzuconych dzieci z peruwiańskich ulic. Jak pisze w swoim pamiętniku: "El Girasol jest dowodem na to, że i my możemy być lepsi - że możemy być dobrzy. Choć więc o tym, co robimy, wie prawdopodobnie niewielu, wartość tego skromnego sierocińca wyraża się nie tylko liczbą chłopców, których ratujemy. Bo może to my, a nie oni, potrzebujemy ratunku. I właśnie dlatego Słonecznik to coś więcej niż tylko miejsce. To nadzieja." I w tym miejscu nadziei spotykają się losy Paula i Christine. Czy tylko losy? Może ich obawy? Bolesne wspomnienia? A może przede wszystkim spotykają sę ich serca?
Pobyt w El Girasol zmienia światopogląd Christine. Kobieta nagle zdaje sobie sprawę, że jej problemy nie są centrum wszechświata i że tak naprawdę nic nie wie o problemach patrząc na to, z czym zmagają się te peruwiańskie dzieci. Stopniowo i powoli zaczynają otwierać się drzwi jej serca. Dzięki dzieciom, dzięki głuchoniemej Roxane i małemu Pablo, dzięki Paul'owi...
"Bliżej słońca" nie jest książką z półki 'tanich romansów'. Sam autor pisze, że jest to "opowieść przygodowa i zarazem miłosna, historia o poświęceniu i zaufaniu. Ale przede wszystkim jest to opowieść o nadziei." Tak... to opowieść, w której docierają do nas słowa, że najlepszym lekarstwem na złamane serce jest oddać je innym, na służbę, poświęcenie, dawanie tego, co mamy najlepsze. To opowieść o odkrywaniu amazońskiej dżungli, pełnej niebezpiecznych zwierząt i panujących na każdym kroku chorób. To opowieść o tym, że w dalekiej dżungli, w skromnym świecie peruwiańskiego sierocińca można zmierzyć się z lękami, obawami i nauczyć się inaczej patrzeć na życie. To opowieść o tym, że najstraszniejszym przeżyciem w dżungli nie musi być spotkanie z anakondą, ale czuwanie przy ukochanej osobie leżącej w amazońskiej, śmiertelnie niebezpiecznej gorączce.
To historia o tym, że jeśli miłość jest prawdziwa, to wszystko ułoży się samo. To los się o nią upomni. Nie przeczytamy tu rozpaczliwej walki o miłość. Nie przeczytamy tu o pożądaniu, które nie wytrzyma próby czasu. Ale przeczytamy o rodzącym się niespodziewanym uczuciu, które zmienia losy wszystkich bohaterów, które leczy zranione serca i jest silniejsze od bólu...
"Bliżej słońca" to opowieść dla każdego. Dla kobiety, dla mężczyzny. To przygoda odkrywania amazońskich zakątków, skarbów Machu Picchu, niebezpiecznych przygód, walki o życie. To otwieranie swojego serca, by służyło najmniejszym. To otwieranie swojego serca na miłość.
El Girasol to historia prawdziwa. Historia o miłości, o zaufaniu i nadziei. Ale to też przejmująca historia o tym, że miliony dzieci żyje na ulicach, że miliony dziewczynek jest porywanych i wykorzystywanych. Że mali chłopcy nie wiedzą dlaczego znaleźli się na ulicy, ani kim byli ich rodzice. Dlatego nie jest to 'tania książka o miłości'. To książka niosąca nadzieję. Książka dla każdego. Książka odpowiednia w każdym momencie naszego życia.
Jeśli chcesz odetchnąć, wyciszyć się, a jednocześnie przeżyć piękną przygodę,
weź do ręki tę książkę - tak prostą, lekką, a jednocześnie niosącą
bardzo ważne przesłanie nadziei, miłości i służby.
Hania straciła wszystko. Jej życie zatrzymało się pewnego sierpniowego dnia. Przestała marzyć, a jedyne plany to te, które układa dla swoich uczniów. Kiedy na jej drodze staje Mikołaj, Hania boi się zaangażować, ale on walczy o miłość za nich dwoje. Pomaga mu w tym jej przyjaciółka Dominika, której energia i poczucie humoru rozsadziły niejedno męskie serce. Jest też pani Irenka: prawdziwa skarbnica ciepła i mądrości - po prostu anioł stróż. To w jej nadmorskim domu, gdzie na parapecie dojrzewają pomidory, a kuchnia pachnie szarlotką i sokiem malinowym, Hania odnajduje utracony spokój, odzyskuje wiarę w miłość i daje sobie wreszcie prawo do bycia szczęśliwą.
Uwielbiam czytać. A najbardziej uwielbiam czytać takie książki, które sprawiają, że nie potrafię się od nich oderwać, które pochłaniają mnie całkowicie. W których mogę się tak zatracić i namacalnie odczuwać emocje bohaterów. Książkę, o której dziś mowa podebrałam mamie, bo czekała w kolejce do przeczytania. Nie czytałam wcześniej żadnych jej opisów, recenzji (a to nowość u mnie), więc każdą stronę odkrywałam na nowo i każdego bohatera poznawałam od początku. Wczoraj wieczorem spędziłam kilka godzin opowiadając mojemu mężowi historie bohaterów, a dziś przychodzę do Was z dawką refleksji, pięknych cytatów i opowieści o tym, że nie potrzebujemy alibi dla szczęścia, bo na szczęście zasługuje każdy z nas.
Hania ma 26 lat, poznajemy ją w rok "od dnia, gdy jej dotychczasowe pedantyczne poukładane życie nagle się rozsypało". Spędza właśnie ostatnie chwile swoich wakacji nad morzem, chłonąc błękit wody, ciepło pomarańczowego słońca i ładując siły na powrót do warszawskiego życia i pracy. Powoli otwiera się na świat po tragicznych wydarzeniach, które całkowicie odmieniły jej życie. Mimo swej kruchości i subtelności każdego dnia musi zmagać się z przeszłością, wspomnieniami i w tym całym trudzie boi się dopuścić do siebie myśli, że w jej życiu może jeszcze pojawić się miłość, a w raz z miłością - szczęście, przed którym tak usilnie stara się bronić.
Na szczęście jest Dominika, jej najlepsza przyjaciółka i siostra, która w swej wariackiej naturze walczy o Hankę ze wszystkich sił, wspierając ją we wszystkich trudach ale jednocześnie robiąc to w sposób bardzo stanowczy i - mogłoby się wydawać - surowy. Ustawia Hanię do pionu i usilnie próbuje uświadomić jej zbliżającą się miłość, która może otworzyć nowy, piękny etap jej życia. Z zewnątrz silna, energiczna i bezpośrednia, w środku jednak zraniona i pragnąca miłości - ale tej prawdziwej, na zawsze, a nie tej, która pobędzie chwilę i jeszcze szybciej zniknie. W jej życiu pojawia się jednak Przemek, architekt, w którym Dominika zakochuje się na zabój. Czy to będzie właśnie ta miłość? Ta na zawsze, która nie ucieknie przy pierwszym potknięciu?
Jest wreszcie Mikołaj, który niespodziewanie pojawia się w życiu Hanki. Artur Żmijewski komentując tę książkę pisze: Jeżeli chcecie poznać opowieść o tym, z jaką determinacją mężczyzna może walczyć o miłość kobiety, która nie potrafi się tej miłości poddać, to z pewnością jest to lektura dla Was. I jest to najlepsze określenie postaci Mikołaja. Jest on przykładem mężczyzny, który gdy prawdziwie kocha, potrafi walczyć o kobietę aż do końca, zabiegać o nią delikatnie i z szacunkiem. A nade wszystko potrafi czekać i odgonić strach, który co rusz pojawia się w sercu Hani.
I jest pani Irenka - ostoja ciepła, miłości i spokoju. Mieszka w domku nad morzem, w którym Hania od dziecka spędzała wakacje. Wierzy, że Pan Bóg dla każdego ułożył pewien dobry plan, a my pokornie musimy go przyjąć. Wierzy, że miłość przychodzi niespodziewanie, nie wiadomo skąd i kiedy i stara się tę prawdę włożyć do serca Hani. A jej dom? Pozwólcie, że przytoczę Wam fragment, który szczególnie ujął moje serce, i który doskonale ukaże Wam piękno pani Irenki, jej serca, jej domu:
Na desce do krojenia pojawiła się rumiana bułka, nie jakaś tam nadmuchana warszawska kajzerka, tylko pyzata, puchata i pachnąca prawdziwą piekarnią buła. Pani Irenka, wyjmując ją z siatki na zakupy, zgubiła kilka okruchów, które teraz z ogromną pieczołowitością zbierała z podłogi "przez uszanowanie dla darów nieba". Tu, w domu pani Irenki, wszytko było ważne. Tu nie było spraw małych, drugorzędnych, nieważnych. Okruchy chleba na podłodze, malinowe pomidory nabierające odpowiedniego koloru podczas przymusowego leżakowania na kuchennym parapecie, zeschłe liście mięty zwisające z obu boków olejowanego kredensu... Tu wszystko było ważne, najważniejsze i miało swój sens. (...) Choć był to zwyczajny poranek w zwyczajnym domu, to czuła się nadzwyczajnie. Wiedziała, że dane jest jej przeżywać coś niezwykłego i czarownego. Pani Irenka była królową tego nieziemskiego domu, w którym kiedy człowiek potrzebował ciszy, panowała cisza, a kiedy tęsknił za gwarem, to mógł odnaleźć go nawet w na pozór cichej kuchni."
"Love story, którą czyta się jak kryminał". To prawda, bywały chwile, w których śmiałam się pod nosem, bo tak mnie coś rozbawiło (zapewne Dominika). Innym razem serce przyspieszało mi mocniej, bo wiedziałam, że zaraz coś się stanie, że wreszcie dowiem się czegoś bardzo ważnego. Tak czułam się zawsze, gdy czytałam jakiś dobry kryminał. Jak widać, nie tylko kryminały mogą wzbudzić w nas tak żywe emocje. Innym razem wzruszałam się historią Hanki, bo nie wiedząc - lub może wiedząc - czemu, tak bardzo chciałam jej szczęścia i tak bardzo czekałam, aż wreszcie powie "tak" miłości.
Książka jest niesamowita i biorąc ją do ręki chyba nie spodziewałam się, że pochłonie mnie tak bardzo. Tak... to nie ja pochłaniałam książkę, lecz ona pochłaniała mnie. Ta książka to skarbnica mądrości o życiu, przyjaźni, miłości. Autorka książki, pani Anna Ficner - Ogonowska pisze:
"Ta książka to suma moich największych wzruszeń"A ja, z każdą kolejną stroną czułam, że to również moje wzruszenia. I aż ciężko mi ubrać w słowa wszystkie emocje, które towarzyszą mi po przeczytaniu tej książki. Nie spodziewałam się, że Hania, Dominika, Przemek, Mikołaj i niesamowita Pani Irenka staną się dla mnie tak prawdziwi, jakbym naprawdę zaraz miała spotkać ich na ulicy. Przejeżdżam przez ul. Emilii Plater, niedaleko Pałacu Kultury i myślę sobie, że to gdzieś tutaj wydarzyło się coś ważnego. Stoję w ogromnym korku i myślę, że Mikołaj miał rację mówiąc, że "w tym mieście normalne warunki na drodze się nie zdarzały". Może dlatego to wszystko jest mi tak bliskie bo jestem tylko kilka lat młodsza od Hani. Może dlatego, że żyjąc w Warszawie potrafię odnaleźć się w opisywanych miejscach i - zmęczona korkami i hałasem - chciałabym, jak Hanka, usiąść na piasku, zamknąć oczy i słuchać szumu fal, a potem wejść do domu pani Irenki i wypić gorącą herbatę z cytryną. A może dlatego, że po prostu jestem wrażliwa i szybko się wzruszam? Może...a może wszystkiego po trochę.
"Alibi na szczęście" to pierwsza część tej pięknej historii. Kolejne - "Zgoda na szczęście" i "Krok do szczęścia" na pewno szybko trafią w moje ręce i do mojego serca. A "Szczęście w cichą noc" z pewnością nada pięknej atmosfery zimowym, świątecznym wieczorom, które zbliżają się coraz szybciej.
Kochani... jestem oczarowana. Powieścią, historią, bohaterami, wrażliwością autorki, w której odnalazłam samą siebie. I w tym miejscu z całego serca dziękuję pani Annie, że postanowiła swoje największe wzruszenia przelać na papier, aby móc tymi wzruszeniami dotykać i poruszać swoich czytelników.
Dziękuję!
~~ ~~ ~~ ~~ ~~
~~ ~~ ~~ ~~ ~~
~~ ~~ ~~ ~~ ~~
...
Książka, o której naprawdę długo nie można zapomnieć i ot tak odłożyć na półkę.
Przeczytaj!
Charlotte jest właścicielką eleganckiego salonu mody ślubnej w Birmingham. Wyszukiwanie niezwykłych sukien dla panien młodych to jej pasja. I dar. Ale gdy sama zostaje narzeczoną, nie potrafi znaleźć dla siebie sukni. Nie potrafi czy nie chce? A może rzecz w tym, że zamierza poślubić niewłaściwego mężczyznę?
Szukając odpowiedzi na te pytania, Charlotte nieoczekiwanie dla niej samej kupuje na aukcji charytatywnej stuletni, zniszczony kufer. Wewnątrz znajduje suknię ślubną. Skąd się tam wzięła? Dla kogo została uszyta? Charlotte próbuje zbadać historię sukni. Odnajduje kobiety z nią związane. A to nie pozostaje bez wpływu na jej życie. Emily w 1912 roku. Mary Grace w 1939. Hillary w 1968. I Charlotte w 2012. Cztery kobiety i jedna suknia. Historia każdej z nich mówi o miłości, wierze, odwadze. O zaufaniu i przeznaczeniu.
Tak opisuje książkę autorka, wprowadzając nas powoli w inspirujący świat bohaterek. Nie chcę opisywać Wam żadnego szczegółu, opowiadać dokładnie o historiach bohaterek czy przytaczać fragmentów z książki. Jeśli ktoś z Was zechciałby po nią sięgnąć chciałabym, aby mógł ją odkrywać i zachwycać się strona, po stronie, tak jak ja. Aby wszystko było dla niego niespodzianką. Ta "recenzja" będzie jedynie spisem moich odczuć, refleksji i lekką zachętą, by zagłębić się w świat tej lektury.
Na "Suknię ślubną" szykowałam się od bardzo dawna. Zobaczyłam ją gdzieś i zachwyciłam się od pierwszej chwili. Tytułem, okładką...od razu wiedziałam, że to nie będzie zwykła książka, którą przeczytam i odłożę na półkę. Pewnego wtorkowego wieczoru mama wysłała mi informację z pewnej internetowej księgarni, że tylko tego dnia można kupić "książkę dnia" o połowę taniej. Książką dnia była akurat "Suknia ślubna". Nie czekałam ani chwili, zamówiłam i niecierpliwie wyczekiwałam przesyłki. Pamiętam jak bardzo się ucieszyłam, gdy wreszcie wzięłam ją do rąk. Byłam już po ślubie, była to więc moja druga suknia ślubna. Wprawdzie papierowa, jednak nie mniej wyjątkowa.
Są takie książki, które porywają od pierwszej strony. Są takie, przez które trzeba się troszeczkę przebić. Ta zdecydowanie należy do pierwszej kategorii. Od pierwszego zdania stałam obok Charlotte, ramię w ramię, jakbym chodziła za nią jak cień i uczestniczyła we wszystkich jej perypetiach. I tak doskonale rozumiałam jej pragnienia, marzenia. Co więcej, od początku odnosiłam wrażenie, jakbym znała bohaterki od lat! Rzadko kiedy spotykałam się z czymś takim czytając jakąś książkę. Tutaj, od pierwszej chwili, czujemy się tak, jakbyśmy brali udział w jakiejś wyjątkowej historii.
Rachel Hauck swym lekkim piórem buduje niesamowite emocje. Każda sytuacja opisana jest tak realnie, i jest tak rzeczywista, że przyprawiała często o szybsze bicie serca. Innym razem powodowała wzburzenie. Mój mąż uśmiechał się za każdym razem gdy podnosiłam głowę i zdezorientowana mówiłam: "Nie, nie może tak być, przecież ona kocha kogoś innego!" . Ta książka to po części romans - jest miłość, o którą trzeba walczyć. Po części książka kryminalno-detektywistyczna, bo badanie historii sukni czyta się z zapartym tchem (mimo, że nikt nikogo nie zabił, więc typowym kryminałem to to nie jest, ale emocje wzbudza równie silne).
Książka mnie urzekła, oczarowała i nie mogłam się od niej oderwać. Czytałam rano, wieczorem, w autobusie, na przystanku, a nawet idąc chodnikiem (cud, że kątem oka obserwowałam jeszcze zielone światło!). A gdy skończyłam... poczułam się tak, jakby coś się właśnie skończyło. Westchnęłam cicho "Och!" i wiedziałam, że kiedyś sięgnę po nią raz jeszcze.
To książka "o miłości, wierze, odwadze". Uczy jak kochać, uczy tego, że jeśli miłość jest prawdziwa, to prędzej czy później wygra. Uczy wiary, że to, co nas spotyka jest darem, że wszystko ma swój sens, że wszystko będzie dobrze. Uczy wiary ale i zaufania Bogu. Uczy odwagi w spełnianiu swoich marzeń, ale i ogromnej odwagi w walce o tę prawdziwą miłość. O tym, że czasem trzeba coś zburzyć, żeby odbudować na nowo. Że trzeba czasem coś stracić, aby docenić jak bardzo jest to dla nas ważne.
Gdybym chciała wyłapać najbardziej poruszające zdania, sentencje, przesłania, musiałabym zakreślić i pozaznaczać niemalże całą książkę. Na każdej stronie znajdziemy coś, co wzrusza, co skłania do refleksji nad wartościami, nad życiem, nad miłością. Płynnie przeplatające się historie czterech kobiet krzyczą wręcz pytaniem: Miłość czy rozsądek? Dla mnie zawsze jest to miłość. Zawsze wszystko jest z miłości.
Jeśli ta książka trafi w Twoje ręce wierzę, że pochłonie Cię bez reszty. Z pozoru lekka, przyjemna, tak naprawdę przenika głęboko i pozwala doświadczyć piękna. Mam nadzieję, że zachwycisz się nią równie mocno. Polecam całym sercem i coś czuję, że niedługo znów zacznę odkrywać ją na nowo.




























